The Batman

Każdy z nas ma swój własny ideał Batmana. Ja przez pierwsze pół godziny seansu “The Batman” byłem mocno rozdarty, czy wersja stworzona przez Matta Reevesa jest zgodna z moim ideałem.

Niektóre artystyczne wybory zdawały mi się nietrafione. Miałem na przykład wrażenie, że Batman był jakiś taki zbyt… horyzontalny. W jednej ze scen, zanim spierze złoczyńców na kwaśne jabłko, dostojnie zmierza ku nim po peronie metra, stawiając ciężkie i głośne kroki. Nie powinien raczej prać złoczyńców uprzednio skoczywszy z jakiegoś wieżowca? W końcu Gotham to miasto strzeliste i wertykalne, nie?

Ale moją największą obawą była sama fabuła i to co Matt Reeves (oraz współautor scenariusza Peter Craig) chcą za przez ten film powiedzieć. Przywołująca skojarzenia z “Siedem” Davida Finchera, ponura treść tego obrazu zdawała się zbyt pesymistyczna, nawet jak na postać noszącą przydomek Mroczny Rycerz. Jasne, świat Batmana nie jest specjalnie przyjemnym miejscem, ale to jeszcze nie oznacza, że historie osadzone w jego uniwersum powinny nam serwować nihilizm w stylu “Jokera” z Joaquinem Phoenixem.

Jednak wraz z rozwojem fabuły, byłem coraz bardziej na tak. Z każdą kolejną sekwencją twórcy filmu coraz bardziej ujawniali swoją wizję, a moja konsternacja przeradzała się w podziw dla tego, jak błyskotliwie została poprowadzona ta opowieść. Reeves uchyla rąbka tajemnicy stopniowo, w tempie niemal idealnie skrojonym pod to, by trzymać widza w napięciu. I to w podwójnym sensie: z jednej strony cały czas zastanawiałem się, co wydarzy się dalej; z drugiej zaś – choć coraz bardziej przekonywałem się do tego filmu – niemal do końca nie byłem pewny czy po wyjściu z kina będę zadowolony.

Do doskonałego rytmu tego obrazu, dodajcie świetne zdjęcia Greiga Frasera; muzykę (kto powiedział, że Kurt Cobain nie może skomponować motywu do Batmana trzy dekady po swojej śmierci?) czy doskonałe aktorstwo Jeffrey’a Wrighta, Paula Dano czy Johna Turturro. No, a Robert Pattinson… W roli Bruce’a Wayne’a brytyjski aktor jest tym samym emo chłopcem, którego wszyscy kojarzą ze “Zmierzchu”. Co bardzo dobrze działa w kontraście ze scenami, w których Pattinson wciela się w Batmana i jest tej roli absolutnym, niekwestionowanym badassem. Chylę czoła!

Ale “The Batman” to nie tylko piekielnie dobrze zrealizowana produkcja. To przede wszystkim film, który dobrze rozumie postać tytułową. Bo mimo całego tego mrocznego anturażu, z którym go kojarzymy, jest to bohater idealistyczny, reprezentujący dobro, sprawiedliwość i nadzieję. I taką właśnie postacią jest sportretowany przez Roberta Pattinsona Batman. Mogę śmiało powiedzieć, że jest to Batman zgodny z moim ideałem. Zatwierdzam.

No, dobra. Jeszcze jedna rzecz, którą zostawiłem sobie na koniec: Gotham. Gotham jest w tym filmie perfekcyjne. Jak dotąd moim ideałem była wizja Tima Burtona. Ale podczas, gdy Gotham Burtona było gotyckie w sposób trochę operetkowy, Reeves traktuje tę gotyckość śmiertelnie poważnie. I odkręca potencjometr klimatu na maksa. Jego Gotham ani na chwilę nie przestaje być posępne, zimne, deszczowe i nocne. I cały czas pozostaje przerażająco piękne.

Leave a Reply

Fill in your details below or click an icon to log in:

WordPress.com Logo

You are commenting using your WordPress.com account. Log Out /  Change )

Twitter picture

You are commenting using your Twitter account. Log Out /  Change )

Facebook photo

You are commenting using your Facebook account. Log Out /  Change )

Connecting to %s