[No, to obejrzałem w końcu]: Halftime

Na samym początku przyznam się bez bicia (tym z Was, którzy jeszcze tego nie wiedzą): Jennifer Lopez zajmuje wyjątkowe miejsce w moim serduszku mniej więcej od czasów, gdy głośniki na szkolnych dyskotekach regularnie pulsowały bitami do “Waiting For Tonight” i “Let’s Get Loud”. Także jeśli chodzi o ocenę J.Lo jestem najprawdopodobniej tak nieobiektywny, jak to tylko jest możliwe.

Netfliksowy dokument “Halftime” opowiada o występie Jennifer Lopez i Shakiry w czasie przerwy w Super Bowl – finałowym meczu ligi futbolu amerykańskiego. Występ podczas meczu, którego transmisję ogląda tak średnio 100 milionów widzów, jest jednym z najbardziej prestiżowych wydarzeń przemysłu muzycznego. Bywa też wydarzeniem politycznym. Przekazem występu J.Lo było upodmiotowienie wszystkich Amerykanów pochodzenia latynoskiego. A w szczególności sprzeciw wobec polityki “zera tolerancji” administracji Donalda Trumpa, w wyniku której rozdzielano rodziny imigrantów nielegalnie przekraczających granicę między Meksykiem a USA.

Kadry z wielomiesięcznych przygotowań do widowiskowego występu przeplatane są czymś w rodzaju biografii J.Lo, ogniskującej się wokół kolejnych szklanych sufitów, przez które musiała się przebijać pochodząca z nowojorskiego Bronxu córka puertorykańskich imigrantów.

Wielu pewnie wyśmieje ten dokument jako głos multimilionerki-celebrytki skarżącej się na dyskryminację rasową objawiającą się tym, że znowu nie wygrała Złotego Globu. Nie będę się wdawał w dyskusję na temat tego, czy faktycznie J.Lo faktycznie jest pomijana przez rozmaite gremia starszych białych mężczyzn, którzy wolą docenić swoje jasnowłose, anglosaskie koleżanki czy faktycznie nie jest aż tak utalentowana, by konkurować z Laurą Dern. Bo jak już mówiłem, nie jestem obiektywny.

Jedno, co mogę powiedzieć ze sporym przekonaniem to fakt, że Jennifer Lopez do swojej pozycji faktycznie doszła swym własnym przemysłem i tytaniczną pracą, właściwie od zera. I właśnie w tym kontekście ten dokument jest dla mnie ciekawy. Bo pokazuje gwiazdę z innej perspektywy, niż zwykle. Zwykle widzimy tą ciężko pracującą, profesjonalną J.Lo. Zawsze wyglądającą perfekcyjnie i dającą bezbłędne występy. Tymczasem w “Halftime” widzimy ją także, gdy jest zmęczona czy przeziębiona; gdy bez makijażu miesza w nadzienie do indyka na Święto Dziękczynienia. Oglądając “Halftime” uświadomiłem sobie, że nigdy poza aktorskimi kreacjami, nie widziałem Jennifer Lopez w głębokiej frustracji i rzucającej bluzgami. Wszystkie kryzysy zawsze zdawała się znosić z tą piękną, pomnikową godnością. A tu proszę, okazuje się, że i ona jest człowiekiem.

Leave a Reply

Fill in your details below or click an icon to log in:

WordPress.com Logo

You are commenting using your WordPress.com account. Log Out /  Change )

Twitter picture

You are commenting using your Twitter account. Log Out /  Change )

Facebook photo

You are commenting using your Facebook account. Log Out /  Change )

Connecting to %s